         |
Borys Kossakowski – “Sunday Tracks”

Przyjemnie zaspana muzyka.
Niedziela to dzień tygodnia szczególnie zachęcający do błogiego lenistwa. Z jednej strony jesteśmy zmęczeni po wyczerpującym tygodniu i piątkowo-sobotnich wyjściach, z drugiej, powoli i boleśnie dobija się do naszej świadomości nieuchronnie zbliżający się poniedziałek. Zrządzenie losu chciało, że zacząłem słuchać tego albumu właśnie w niedzielę.
Tym razem niedzielny poranek zaczyna się mało optymistycznie: pierwsze cztery utwory (“Arguing”, “Chatting”, “Irritation” i “Loosing”) wskazują na obecność drugiej osoby. Toczy się kłótnia, zapewne o rzeczy zupełnie trywialne. Nerwowe nuty fortepianu oddają wszystkie wyrzucane z siebie argumenty, pretensje, całą zgromadzoną irytację. Kiedy emocje opadają, człowiek przypomina sobie, że nic przecież jeszcze nie jadł (“Making Kuskus”), a więc udaje się do kuchni, gdzie siedząc nad śniadaniem patrzy się przez okno (“Meditation I” i “Meditation II”). Ambientowe tło zalewa niczym wrzątek kawę, a pojedyncze dźwięki melodii i chaotyczne stukanie odtwarzają niewyraźne kształty myśli przebiegających przez głowę. Z wolna zaczynają powracać obrazy wczorajszego dnia (“Reminding Yesterday”).
Kiedy już się ockniemy z tego stanu, kierujemy nasze kroki do łazienki (“Taking a Bath”), gdzie wygodnie leżąc, otuleni gorącą wodą znów się zapominamy (“Taking a Break”). W końcu wstajemy i usiłujemy nie rozlać wody na podłogę, walcząc jednocześnie z ręcznikiem, a obraz ponownie maluje nam delikatny fortepian. Na samym końcu przecieramy zaparowane lustro i patrzymy w swoje odbicie (“Watching”).
Jakby to pretensjonalnie nie wyglądało, ta płyta taka właśnie jest. Bez fajerwerków i próby zaskoczenia czymkolwiek. I chyba na tym polega jej siła – jest szczerym i niewymuszonym opisem niezwykle prozaicznych czynności. A gdyby jeszcze ktokolwiek miał wątpliwości co do charakteru albumu, polecam spojrzeć na tę przeuroczą okładkę. Swoją drogą, ciekawie musiałoby brzmieć “Monday Tracks”.
Krzysztof Kowalczyk

|