Twilite zawitało do sopockiej Papryki


Do tej pory, moje nastawienie do Twilite było obojętne. Widziałem ich występ na Openerze i słuchałem nagrań studyjnych, ale mimo że zdawałem sobie sprawę z wartości ich muzyki, jakoś nie mogłem się do niej przekonać... Aż do zeszłego piątku, gdy odwiedzili sopocką Paprykę.

Chyba nie ma w Polsce drugiej grupy, która z tak żelazną konsekwencją występowałaby w składzie dwuosobowym, dzierżąc na scenie tylko dwie gitary akustyczne. Jest to tym ciekawsze, że ich styl sing/songwritingu jest wyjątkowy. Krzywdzącym byłoby ich zrównać z pozostałymi rodzimymi wykonawcami gustującymi w akustycznych brzmieniach - jak oniryczne Iowa Super Soccer czy Old Time Radio - ponieważ w muzyce duetu znajdziemy charakterystyczną energię i niepokój.

Największe zasługi w ostatecznym przekonaniu mnie do twórczości Twilite miały wokale Pawła Milewskiego i Rafała Bawirsza. Na żywo, barwy ich głosów świetnie ze sobą współgrają, będąc znakomitym nośnikiem emocji. W sing/songwritingu łatwo jest popaść w smutną i nudną na dłuższą metę melancholię - jedynie najlepsi potrafią tworzyć w tym tonie muzykę, która absorbuje przez dłuższy czas. Chłopaki bronią się przed tym syndromem nie szczędząc w swoich utworach zadziorności i surowej energii.

Oprócz kawałków z debiutanckiego "Bits And Pieces", publiczność miała również okazję do zaznajomienia się z utworami, które mają trafić na drugi album. Muzycy wykorzystali w nich efekty zapętlające wokal i gitary, zatem na następnej płycie możemy liczyć na nowe rozwiązania. Nagłaśniający koncert akustyk spisał się na medal, bowiem muzyka płynąca ze sceny była bardzo czytelna.

Innym, niestety bardzo smutnym wątkiem, było zachowanie publiki. Ja rozumiem, że jest piątek, początek weekendu, i wszyscy idą na imprezę, ale nie oznacza to, że cała gromada lepiej albo gorzej lansującej się gawiedzi, może plotkować i najzwyczajniej przeszkadzać innym w ludziom w odbiorze koncertu. Zresztą sami muzycy kilkukrotnie prosili o ciszę... A wystarczyło zejść na parter Papryki, aby tam towarzysko brylować.

Twilite jak najbardziej zdało egzamin, docierając swoją muzyką nawet do tak sceptycznych osób, jak ja. Szkoda, że większość trójmiejskiej publiki nie potrafiło dostosować się do ich poziomu.

Krzysztof Kowalczyk