Karatetyka, czyli audycja zarażająca muzyką


fot. Łukasz Unterschuetz

O magii płyty CD, skupieniu na muzyce i planach na przyszłość rozmawiamy z Jakubem Knerą, autorem nowego cyklu tematycznych spotkań muzycznych Karatetyka, który ruszył w sopockiej Spółdzielni Literackiej.

Łukasz Stafiej: Karatetyka to impreza, audycja czy lekcja muzyczna?
Jakub Knera: To przede wszystkim audycja. Znajomi namawiali mnie kiedyś, żeby prowadził audycję radiową i w pewnym momencie stwierdziłem, że fajnie byłoby coś takiego zrobić. Kiedyś w Spółdzielni Literackiej były czytane książki różnych autorów i można je było słyszeć w całym klubie. Pomyślałem - czemu nie zrobić czegoś takiego z muzyką? To taka audycja muzyczna, ale nie w radiu, tylko w klubie i można jej posłuchać tylko jeśli się tam przyjdzie.

Twój odbiorca ma zapomnieć o świecie i skupić się na dźwięku?
Oczywiście można tańczyć, można śpiewać, można rozmawiać ze znajomymi czy coś zjeść albo wypić. Ale chciałbym, żeby osoby które przyjdą do Spółdzielni skupiły się przede wszystkim na muzyce. Słuchamy jej przez przenośne odtwarzacze, w radiu podczas pracy, gdy coś robimy w domu albo w klubie, kiedy tańczymy. Ale tak naprawdę tamta muzyka zawsze jest obok i nie do końca się na niej koncentrujemy. Wyobrażam sobie taki widok: wszyscy siedzą na krzesłach i wyłącznie skupiają się na kolejnych kawałkach, nie zajmując się niczym innym. Może to mrzonka, ale wydaje mi się, że nie tak trudno jest skupić się wyłącznie na muzyce i nie robić nic poza słuchaniem.

Skąd wziąłeś tę nazwę i co ona oznacza?
Słowo "karatetyka" kojarzy mi się trochę z taką walką jak karate. Walką z wiatrakami, czyli puszczaniem mało znanej muzyki i próbą zarażenia nią innych czy przekonania, że jest mnóstwo ciekawych zespołów. Wiem, że to nie łatwe, bo sam ciężko przekonuję się do nowych rzeczy. Karatetyka może być też takim walczeniem rozumianym szerzej - próbą przekonywania do czegoś czy robieniem rzeczy, które pozornie mogą być śmieszne lub niemożliwe, ale mają określony cel, który przy odpowiednim wysiłku da się zrealizować. Pomysł jest całkowicie autorski, ale nazwy nie wymyśliłem sam. Wystarczy sprawdzić w wyszukiwarce internetowej skąd pochodzi. Ale jest bardzo fajna i chyba dobrze oddaje to, czym ta audycja jest.

Każdy odcinek trwa 77 minut, czyli długość płyty CD.
Nie ma reklam i wyznaczonego czasu antenowego, więc nie trzeba się ograniczać do pełnej godziny. Gdybym chciał nagrać jedną audycję, akurat by się zmieściła na jednej płycie. Wydaje mi się, że 77 minut to w sam raz - wystarczająco, aby warto było przyjechać do Spółdzielni, ale też nie za długo żeby słuchacze się znudzili.

Mam wrażenie, że słuchanie płyt - czy wcześniej kaset - uczyło większego szacunku do muzyki, z większą uwagą odbierało się muzykę od pierwszego do ostatniego dźwięku niż w czasach mp3. Zgodzisz się z tym?
Oczywiście, mp3 wydają mi się bezosobowe, można je ściągnąć z Internetu w ciągu kilku minut. Wciąż kupuję płyty i to dla nie swoisty rytuał. Znajduję upragniony egzemplarz w sklepie, otwieram go, oglądam oprawę graficzną, w końcu wkładam do odtwarzacza, a potem ustawiam obok innych na półce. To taki mały fetysz. W Polsce niestety mamy wielki niedobór płyt niszowych wykonawców, więc trzeba ich szukać na Zachodzie albo za oceanem. Ale wtedy radość z ich znalezienia jest jeszcze większa.

Każdy odcinek jest poświęcony konkretnemu tematowi. Jak dobierasz utwory?
Tak, każdy odcinek koncentruje się wokół określonego tematu. Pierwsza część była poświęcona muzyce i twórcom pochodzącym z Trójmiasta. Kolejne też mają swoją myśl przewodnią - związaną z jakimś miejscem, gatunkiem, stylistyką, klimatem, wydarzeniem czy jakimś dniem. Po prostu wymyślam jakiś temat i wedug mojego gustu dobieram do niego poszczególnych wykonawców i utwory.

Karatetyka jest nierozerwalnie związana ze Spółdzielnią Literacką? Według mnie to idealny projekt, aby zarażać ludzi muzyką w różnych, nieoczekiwanych miejscach. Wyobrażam sobie, że mógłbyś poprowadzić audycję o np. muzyce miejskiej w tramwaju podczas majowego festiwalu Streetwaves w Gdańsku.
To raczej projekt związany ze Spółdzielnią - bardzo lubię przebywać w tym miejscu i wydaje mi się, że dobrze sprzyja spotkaniom i słuchaniu muzyki. Pewnie będę tam grał, aż nie znudzi się to osobom z klubu, słuchaczom i mi. Ale Karatetyka podczas Streetwaves to całkiem dobry pomysł. Tramwaj to dobre miejsce na puszczanie muzyki i więcej osób może tam się z nią zapoznać. W końcu każda okazja jest dobra, żeby kogoś zarazić nowymi dźwiękami.

Co przygotowałeś na marzec?

W marcu przygotowuję dwa odcinki, związane z konkretnymi datami - Dniem Kobiet i pierwszym dniem wiosny. To pierwsze brzmi poważnie i oficjalnie, ale to jedynie punkt wyjścia do muzyki granej i tworzonej przez płeć piękną (czasem przy drobnej pomocy panów), zarówno wykonawczynie bardziej znane jak i te trudno rozpoznawalne. Dwa tygodnie później chcę zrobić audycję na początek wiosny. Większość z nas ma już dość śniegu i breji za oknem i z utęsknieniem wyczekujemy słońca. Muzyka doskonale oddaje nastrój wiosny i ciepłych dni, które mam nadzieję, że niedługo nadejdą. Przy pomocy dźwięków można próbować je przywołać.

Pomysłów na kolejne odcinki szybko nie zabraknie?
Pomysłów jest dużo. Mam w planach skupianie się na kilku, popularnych ostatnio gatunkach, jak chociażby freak-folk, abstrakcyjny hip-hop czy muzyka określana trochę na siłę hypnagogic pop. W przyszłości chciałbym też zapraszać trójmiejskich (i nie tylko) muzyków, którzy również mogliby zaprezentować czego słuchają.

Karatetyka odbywa się w Spółdzielni Literackiej (Sopot, ul. Króla Jana Kazimierz 2). Najbliższe odcinki: 10 marca - Odcinek 2: Muzyka płci pięknej; 24 marca - Odcinek 3: Lato Czeka. Start o godz. 19. Wstęp wolny.

Łukasz Stafiej